Notka Trzydziesta pierwsza.
Mam za zadanie napisać kilka słów o szkle. Jest to dla mnie dość trudne, z tego względu, że nigdy nie zastanawiałem się głębiej, nad żadnymi, "szklanymi" zagadnieniami. Teraz jednak chwila refleksji wydaje się być nieunikniona jak strużki wody spływające po szybie w szklaną pogodę.
Czym jest szkło? Każdy kiedyś widział coś szklanego. Kieliszek, szybę, butelkę, czy choćby ekran monitora. Dla wielu z nas, ich tworzywo nie jest niczym więcej, jak budulcem zwykłych przedmów których wszędzie pełno. Rzeczy nie godnych więcej naszej uwagi, niż to potrzebne do wypicia herbaty, czy umycia okien. Okazuje się że owo szkło, tak niezauważane na co dzień i nie doceniane, towarzyszy nam w postaci o wiele piękniejszej, niż ta, którą możemy dotknąć. Jest również budulcem języka, którego na co dzień używamy. Zapewne nie ma tu nikogo, kto choćby raz w życiu nie słyszał, jak któryś z jego znajomych, oświetlony tylko światłem ogniska, na tle tańczących iskier, unosi kieliszek, entuzjastycznie (może niezbyt wyraźnie i pewnie nawet z trudem składając słowa w logiczną całość, ale z uśmiechem) zakrzyknął: "Napełnić szkło!" Może nie sam fakt istnienia szkła, a raczej tego, co może się w nim znaleźć wywołuje powszechny entuzjazm, wśród lud je dzierżącego, ale gdyby wyżej wymienionego nie było (zarówno w języku, jak i w dłoni) entuzjazm także by się nie narodził. Po ludzku: Nie byłoby w co wlać.
Nie do każdego, może przemawiać taki przykład. Jakże wielu jest na tym świecie poetów, pisarzy i malarzy-samotników, którzy bardziej niż ogniska na łonie natury i upajanie się różnymi rzeczami do utraty świadomości, cenią sobie siedzenie w fotelu i patrzenie na krajobraz za oknem, z szarego, deszczowego i zimnego, przechodzący w czarny, ulewny i lodowaty. I oni doceniają naturę szkła (bardziej, lub mniej świadomie), patrząc jak maleńkie krople zostawiają na jego powierzchni tylko zygzakowate ścieżki prowadzące do głęboko skrywanych obrazów szalonego umysłu, przelewanych potem bezczelnie na papier. Obserwując tak "szklaną pogodę", płodzą -często -bardzo udane pomysły. O co dzwonił "Deszcz jesienny" Leopolda Staffa?
Nieco z innej beczki, kiedy ktoś z ogromnym uporem dąży do jakiegoś celu i z ze wszech stron wydocznym podekscytowaniem wspina się na szczebelki drabiny do niego prowadzącej, uważny obserwator patrząc na takiego uparciucha powie, że gość ma "Parcie na szkło".
Jak widać, kruche, brzękliwe, dość lepkie cząsteczki, składające się na to, z czego pijesz, jesz, lub na co patrzysz funkcjonują w dużo szerszym zakresie, nad którym mało kto z nas chce się zastanawiać. Po prostu są to rzeczy zbyt codzienne. Zbyt banalne, by poświęcić im kawałeczek naszych myśli wiecznie zajętych pracą, sukcesem, problemami z niewierną żoną, zatwardzeniem klonowanych owiec, czy kolejnym tasiemcem w mózgu pacjenta Doktora Hausa. Te i inne głupie dla jednych i niesamowicie poważne dla innych rzeczy, ograniczają nas i sprawiają, że mamy gdzieś "parcie na szkło" tego dupka zza płotu, przy czym tak strasznie zazdrościmy mu nowego BMW, które kupił za owe parcie. Szkoda zwykłemu śmiertelnikowi czasu na to, żeby usiąść z herbatą, pogapić się w okno i docenić to, że jest mu ciepło, a jednocześnie widzi te fajne dupy, które odziane w niewiele więcej jak nadupniki i nacycniki, łażące w tę i z powrotem po ulicy. Szkoda wielkim dziennikarzom strony tekstu poświęcić, by opisać coś, co pozornie nie ma znaczenia. Ważniejsze jest wykończenie poddasza, za pomocą mówienia ludziom tego, co chcą usłyszeć, a nie tego, co mogliby dostrzec.
Trzeba być artystą, żeby zastanawiać się nad rzeczami nad, którymi nikt się nie zastanawia? Nie. Trzeba mieć trochę wrażliwości i umieć samodzielnie myśleć. Przykre jest to, że niesamowicie mało jest takich ludzi w Polsce, a ogromna większość z nie, ze względu na wrażliwość... Zostaje artystami.
Mazurek